|
RELACJA PIERWSZA...
Ach,
co to był za rajd...iście pokerowa rozgrywka, a że z nas
mało wytrawni gracze to...
Ale
od początku:)
Cieszyłam się na ten rajd jak dzieciak, wszak I Rajd z
Asem rok temu był jednocześnie naszym pierwszym rajdem w
ogóle. Zgłoszenie wysłane, Izka zatankowana po gwizdek,
herbata (bo z cukrem) z termosie, „śląska” nabyta drogą
kupna więc siedzę spokojnie od rana zwarta i gotowa, gdy
nagle „mafiu” oznajmia: „jedziemy Octavcą, bo Izką nie
da się na próbie ślizgiem zakrętów pokonać”. „Co fakt,
to fakt” pomyślałam i nie wdając się w zbędne dyskusje
przepakowałam wszystko do nowego bolidu. Wszystko z
wyjątkiem paliwa, niestety i na miejsce startu
dojechaliśmy na oparach. Szybko ustaliliśmy, że uda nam
się zahaczyć o Orlen gdzieś w trasie, przyczepiliśmy
więc numer startowy, posłuchaliśmy cennych wskazówek na
odprawie i z życzeniami dobrej zabawy od Pana Prezesa
ruszyliśmy między słupki próby sprawnościowej. A potem
to już było z górki...aż kratka itinerera wskazała P2x.
Niby wszystko jasne, przejechaliśmy pięknie, a
jednak...zapętliliśmy się. No żesz^%%&**%# ile można
jeździć w kółko!!!$%^*(*&%. Toż jeszcze do Orlenu nie
dotarliśmy, lampka kontrolna poziomu paliwa krzyczy, że
koniec rajdu nastąpi szybciej niż myślimy, a my robimy
kolejne okrążenie#@$%^&^%. Nic, chciał, nie chciał,
dzwonimy do przyjaciela. Długo by przytaczać
przeprowadzoną rozmowę, bo mój zdenerwowany mózg nie
chciał przyjąć żadnego z podpowiadanych rozwiązań, aż w
końcu...eureka! Jest wyjście i to tak oczywiste, że aż
wstyd się przyznać, że nie widziałam, którędy
poprowadzić. Uff, jedziemy. I nawet Orlen na horyzoncie.
Czasu coraz mniej, a do końca trasy jeszcze baaardzo
dużo kratek, ale co tam, byle do przodu. Spisujemy PKP-y,
biegamy po lesie w poszukiwaniu literek, pokonujemy
slalom z wałkiem między nogami, trafiamy piłeczkami do
miski raz na oślep a raz rzutem i dojeżdżamy na metę
spóźnieni, ale szczęśliwi. I nawet hasło udało nam się
ułożyć i wpisać wspak:) Jeszcze tylko test BRD. No,
można kiełbaskę na patyk nabić i w ogniu upiec z
nadzieją, że może ktoś plastikowego talerza użyczy, bo
nasze nieopatrznie przy wejściu do czary dymu (czyt.
ogniska) na moment bez opieki pozostawiliśmy......Nikt
nie użycza, choć mafiu był przez przypadek bliski
konfiskaty, słownie: sztuk raz. Jednak czujne oczy
współuczestników biesiady zniweczyły cały plan. Trudno,
jemy z patyka :-P. Czekamy na spóźnialskich, bo takich
jak my, mających problem ze zmieszczeniem się w
regulaminowym czasie, było wielu. Wreszcie wyniki, nasze
nazwiska...cóż, powiem może, że dumnie zebraliśmy
wszystkie fałszywe PKP-y pięknie pomijając te właściwe
:-D
Aniu, Tomku, było świetnie!!! Obiecaliście, że będzie
łatwo i, na szczęście, nie było. Mnóstwa nowych rzeczy
się nauczyliśmy, wielokrotnie nas (a jak się na mecie
okazało nie tylko nas) wpuściliście w maliny. Dziękujemy
Wam za ten rajd i już czekamy na kolejnego ASA.
Mafijka
RELACJA DRUGA...
Napisała Maja Sykut, 12 lat,
pierwszy raz na rajdzie z ASem
SPRAWOZDANIE Z RAJDU Z ASEM
15 maja około godziny jedenastej czternaście załóg
samochodowych stanęło do drugiego Rajdu z Asem, który
zaczynał się na parkingu przy jeziorze Malta, a kończył
się w Bolechówku.
Na samym początku organizatorzy objaśniali zasady i
mówili co trzeba będzie zrobić na stacjach kontroli
pojazdów. Chwilę później zaczęła się pierwsza próba
sprawnościowa, podczas której była najlepsza zabawa
ponieważ była to ostra jazda. Każda ekipa po zakończeniu
próby dostała
kartki z dziwnymi znaczkami, które były zapisem trasy, a
Pan objaśniał co one znaczą. Na początku była to dla nas
(mamy, taty, siostry i mnie ) czarna magia. Potem
ruszyliśmy na trasę, która była w miarę łatwa ponieważ
mniej więcej zrozumieliśmy kartę z zapisem trasy. Tylko
na samym początku była trudna i kilka załóg się tam
zgubiło. Dalsza część trasy była prosta i przyjemna.
Trzeba było zebrać wszystkie punkty na trasie i i
dojechać na metę jak najszybciej. Jednak nie było to tak
łatwe jak się wydaje. Na trasie były pytania, litery,
liczby i zdjęcia, które trzeba odnaleźć. Niestety były
też liczby fałszywki, których nie należało spisywać.
Pomiędzy literami a zdjęciami były jeszcze punkty
kontroli, które liczyły się przy kwalifikacjach. Meta
była w Traperskiej Osadzie, gdzie po zakończeniu rajdu
mieliśmy grilla, gry, zabawy, i ogłoszenie wyników.
Jednak nie wystarczyło tylko przejechać linii mety.
Trzeba było ułożyć hasło z liter zebranych na trasie i
wypełnić test.
Był to naprawdę ekscytujący i wciągający rajd.
Mam nadzieję, że będziemy (mama, tata, siostra i ja)
mogli częściej brać w nich udział.
Maja Sykut
|